-
Po obozie…
Uśmiechnięci i zadowoleni zakończyliśmy nasze pierwsze letnie zmagania obozowe. Dziesięciodniowy obóz koszykarsko-rowerowy naszego klubu odbył się w Osiecznej, małej miejscowości nad jeziorem w okolicach Leszna.
Napięty harmonogram zajęć nie pozwolił nam się nudzić. Trenerki zadbały o każdy szczegół dnia: od pobudki, przez poranny rozruch, zmagania koszykarsko-rowerowe i inne atrakcje, aż po ciszę nocną. Nasze dni zaczynały się wcześnie i kończyły późno. Dwa treningi koszykówki dziennie i długie wycieczki rowerowe dawały nam wycisk. Jednak nabyte umiejętności i przejechane każdego dnia kilometry napawają nas dumą.
Oprócz zadań treningowych mieliśmy zapewniony relaks na plaży i inne atrakcje: pływanie na kajakach, rowerach wodnych, jazdę na gokartach, jazdę konną wraz z piknikiem, pokazy kaskaderskie, warsztaty plastyczne, na których lepiliśmy z gliny, wyplataliśmy bransoletki ze sznurka i filcu, budowaliśmy samodzielnie drewniane zabawki. Była także okazja podglądnąć pracę w stadninie koni „od kuchni” oraz poznać zwierzaki w mini zoo. Byliśmy również w rezerwacie żółwia błotnego, po którym oprowadził nas miejscowy gospodarz. Niestety żaden żółw nie był na tyle uprzejmy, żeby się nam pokazać. Byliśmy głęboko zawiedzeni.
Ponad to w wolnym czasie rozegraliśmy mecz piłki nożnej z miejscową drużyną, która pokonaliśmy 13:0, a w nagrodę trenerki zaprosiły nas na lody.
Wieczorami trenerki zaskakiwały nas najbardziej. Zabrały nas na nocny pokaz fontanny z kolorowymi światłami, gdzie wymyślaliśmy wspólnie bajkę na dobranoc siedząc na pomoście w świetle księżyca. W sobotnią noc byliśmy na dyskotece i bawiliśmy się do późna, choć zwykle był to już czas ciszy nocnej. W inny ciepły wieczór zagraliśmy w rugby – najfajniej było, gdy trenerka dostawała piłkę i próbowała się przedrzeć, żeby zdobyć punkty, a my wszyscy ruszaliśmy na nią. Było mnóstwo śmiechu i zabawy. Gdyby nie zrobiło się ciemno, zostalibyśmy do rana…
Trenerki dbały o naszą tężyznę fizyczną, ale także uczyły jak ważna jest otaczającą nas rzeczywistość. Dały nam trudne do zrealizowania zadanie. Mieliśmy się wczuć w rolę osób niewidomych i niesłyszących, aby lepiej zrozumieć ich sytuację. Trenerki podzieliły nas na dwie grupy. Jedna miała przygotować bajkę dla osób niewidomych (mieliśmy chustki na oczach), a druga bajkę dla osób niesłyszących (mieliśmy zatkane uszy). Wybraliśmy bajki, przydzieliliśmy i odegraliśmy role. Później dzieliliśmy się z trenerkami wrażeniami. Opisywaliśmy, jakie to uczucie, gdy się nie słyszy, co mówią inni, gdy ktoś nas musi prowadzić, gdy jest się od kogoś zależnym albo bierze za kogoś odpowiedzialność. Było to bardzo ciekawe doświadczenie, które pozwoliło nam, choć przez chwilę, inaczej popatrzeć na świat.
Najlepsza była ostatnia noc! Z megą wielką michą popcornu udaliśmy się na pomost, gdzie trenerki przygotowały pokaz zdjęć i filmów z naszego obozu, a potem była „zielona noc”.
Zapraszamy do naszej galerii-zobaczcie jak się bawiliśmy!